2012|04|28

XIII Konferencja ds. Handlu i Rozwoju

Dr Marek Bańczyk występował w roli eksperta na UNCTAD XIII w Doha (Katar), w ramach Programu Kreatywnej Gospodarki ONZ.

2011|10|26

Start Konsorcjum Marki Poznań

Koncepcję projektu opracował Instytut IKER.

2011|04|05

Miasto Poznań super marką

Miasto Poznań otrzymało nagrodę dla najsilniejszej marki w Polsce, marki konsekwentnie budującej wizerunek otwartej i nowoczesnej metropolii.

PUBLIKACJE » [Metropolia] Trójfenomen dizajnu

Marek Bańczyk, Metropolia
Dizajn to trzylicowy fenomen. Dizajn to wspólny proces spiętrzony, wykorzystujący ekonomię, technologię i kulturę, ale nie będący sumą tych elementów. Tak samo jak alkohol nie jest mieszaniną węgla, tlenu i wodoru, tylko ich produktem, związkiem o nowych właściwościach.

Dizajn ma trzy strony główne: ekonomię, technologię i kulturę. Na tej właśnie liczbie oparty jest koncept Trójcy Świętej. Pogański bóg Trygław od zarządzania niebem, ziemią i podziemiem miał zaś trzy głowy. To tłumaczyłoby, dlaczego niektórzy maniacy twierdzą, że dizajn jest boski, a także dlaczego duchowi przeciwnicy teorii przypadkowego powstania wszechświata i człowieka swoją wersję boskiej interwencji nazwali Intelligent Dizajn. W każdym razie, fenomen zjawiska któremu na imię „dizajn” można opisać systematycznie z każdej strony po kolei i pokazać na jednej płaszczyźnie. Kubistycznie. Aspekt po aspekcie.
ZYSKOWNE TOTEMY
Aspekt ekonomiczny w dizajnie przejawia się w dwóch głównych wymiarach. Po pierwsze jest to rachunek opłacalności, efektywności. Ekonomiczność dizajnu to badanie, czy można bez straty wyprodukować zaprojektowaną formę. To opcja materiałowa zapewniająca najwyższy zysk. Wysoki zysk bierze się z wysokiej ceny. Wysoka cena w normalnych warunkach odpowiada wysokiej użyteczności dla nabywcy. Ekonomiczna perspektywa dizajnu zmusza do relacji, której finałem jest prędzej czy później konfrontacja z potrzebami i możliwościami nabywcy. W tym sensie ekonomia wprowadza do dizajnu dialog z postacią po drugiej stronie stołu kreślarskiego, sylwetką z przeciwnej strony rynkowej barykady.
Drugi główny wymiar pierwiastka ekonomicznego w dizajnie opiera się na perspektywie marketingowej. W tym wypadku istotna jest perswazyjna rola dizajnu, jego zdolność do prowokowania i kształtowania postaw. To kreowanie trendów i tendencji, wzorców wizerunkowych. To naturalne wsparcie dla mechanizmu marki. W tym marketingowym wymiarze dizajnu (marketing wyrasta jakby nie było z nauk ekonomicznych) zawarta jest totemiczna rola kultowych przedmiotów, znaków, melodii. Za nimi idą wzrosty sprzedaży i zyskowności. Tu właśnie lokuje się zdolność dizajnu do wzmacniania zdolności konkurencyjnych firm. Stąd bierze się słynna dźwignia: 100 funtów inwestycji w dizajn, to 225 funtów wzrostu przyszłych obrotów.
HAJTEK LŚNIĄCY
Aspekt technologiczny kojarzy się albo z bliżej niezdefiniowanym multimedialnie lśniącym hajtekiem, albo z halami fabrycznymi i gromadami panów w fartuchach. Ściśle rzecz biorąc, przejawia się w znajomości materiałów, możliwości ich łączenia i obróbki. Niekiedy oznacza tworzenie nowych materiałów. Należy przy tym zauważyć, że pierwiastek technologiczny tylko pozornie, z uwagi na swoje przyrodniczo-inżynierskie konotacje, koliduje z pierwiastkiem twórczym. Wielcy dizajnerzy nie są na bakier z technologią. Wprost przeciwnie. Istnieje we współczesnej kulturze archetyp nieskończenie genialnego i niezależnego dizajnera, kwintesencja stopu oryginalności twórczej i wykonawczej sprawności. Jest to postać, która uważnie wysłuchuje potrzeb klienta, ale nigdy nie ugina karku przed kompromisem z miałkością. Coś na wzór architekta Howarda Roarka z ponadczasowej powieści Ayn Rand Źródło (bohater, odrzucający kompromisy w działalności twórczej, działający zgodnie ze swymi przekonaniami, wbrew opinii większości;ostatecznie odnoszący sukces – przyp. red.). Znamienne jest, że Roark od samego początku drogi twórczej za rzecz najważniejszą, wymagającą najbardziej pilnej nauki i koncentracji uważa znajomość technologii i materiałów.
PEREŁKI NA OŚLEP
Aspekt kulturowy dizajnu to temat morze, bo już nawet nie rzeka. Dlatego weźmiemy pod uwagę tylko niektóre fragmenty jego linii brzegowej. Nie będziemy zastanawiać się nad reprezentacją ducha kultury narodowej w produkcjach dizajnerów danego kraju. Jest to bowiem temat śliski i z wysokim prawdopodobieństwem można uznać, że jego uzasadnienie jest naciągane. Można na siłę doszukiwać się tradycyjnych cech określających Szwajcarów w charakterystyce ich flagowych typografii. Ale już np. minimalizm u Włochów? Wrócimy do mitu narodowo-mentalnych uwarunkowań dizajnu przy innej okazji. Przede wszystkim, aspekt kulturowy w dizajnie wyraża się w oryginalności kreacji.
Kreacja w dizajnie jest procesem porównywanym do kreacji artystycznej, choć pomijając zbieżność warsztatu, występują tu poważne różnice. Sztuka jest przede wszystkim odtwórcza. Spokojnie! Chodzi tu o nowy sens tego słowa. Odtwórcza do tej pory znaczyło „wtórna”. Nowe znaczenie można wytłumaczyć tak: „pochodząca od twórcy”. Można argumentować, że wszystko, co jest tworzone pochodzi od twórcy, a świat w ogóle pochodzi nawet od Stwórcy, ale w nowym znaczeniu słowa „odtwórcza” najbardziej liczy się nacisk na funkcję główną. Twórca musi z siebie coś wyrzucić. I tylko to albo głównie to go interesuje. Ekspresja swojej wizji świata. Utulenie żalu swego po stracie ukochanej. Miłość przejmująca. Lub, jak to uroczo ujął Baudelaire, nienawiść do wszechrzeczy. Twórca wyrzuca takie perełki z siebie, a w kogo i jak trafi – to już go z reguły mniej obchodzi. A jeżeli już go musi obejść – traktuje to jak uwłaczający obowiązek schlebiania tanim gustom. Nietrudno zauważyć, że dla wielu artystów w zasadzie wszystkie gusta oprócz ich własnych to tanie gusta, którym schlebiać nie należy. Dlatego generalną funkcją kreacji artystycznej jest wyprowadzenie od twórcy na zewnątrz tego, co mu w duszy gra lub co w swoich widzi snach.
JĘZOR, BANAN, PORSCHE
Kreacja w dizajnie, mimo że posługuje się tym samym niekiedy instrumentem zbrodni, ręką z ołówkiem czy komputerowymi protezami, również oznacza w jakiejś mierze wyprowadzanie pomysłów z głowy dizajnera i również jest skażona jego sposobem percepcji świata. Ale ten rodzaj kreacji nie jest odtwórczy w omawianym sensie, dlatego że jego nadrzędnym celem nie jest autoekspresja, tylko dostarczenie komuś innemu określonej użyteczności.
W każdym razie, proces kreacyjny w dizajnie wywodzi się z tych samych źródeł twórczego działania, które tworzą pożywkę rozwoju kultury. Dlatego często w dizajnie można odnaleźć echa zjawisk kulturowych i odwrotnie. Dizajn tworzy zjawiska kulturowe. Porsche 911. Wyciągnięty jęzor The Rolling Stones. Banan Velvet Underground. Wyciskarka Starcka.
DIZAJN ZIELONY, NIE UKRAIŃSKI
Opis każdego z osobna aspektu dizajnu nie uzasadnia jeszcze przypisywanego mu statusu fenomenu. Poza tym – nie oddaje istoty samego dizajnu, który według definicji ma integrować dziedziny, a nie – dodawać je do siebie. Istnieje różnica między zsumowaniem, a uwspólnieniem. Zsumowanie kolorów żółtego i niebieskiego daje flagę ukraińską – pole na pół żółte, na pół – niebieskie. Uwspólnienie w tym samym wypadku daje nową jakość – barwę zieloną. W tym sensie dizajn jest zielony, a nie – ukraiński. Dlatego należy się zastanowić, w jaki sposób aspekty wpływają na siebie wzajemnie?
Kultura realizująca się w kreacji, zmusza do wysiłku i daje pęd do walki. Aspekt kulturowy oparty jest na intuicji, ekspresji i dogmacie. Jest tak i koniec, kropka. Aspekt kulturowy poprzez burzliwość kreacji zmusza technologię do wysiłku, a ekonomii daje nadzieje i oręż do walki z gnuśnością. Daje obietnicę, jakkolwiek – niewystarczającą, jeśli nie jest poparta ekonomią.
Ekonomia nadaje sens innowacji. Bez niej – innowacja technologiczna jest niepotrzebną zabawą chłopców w kaskach i fartuchach. Igraszką osmalonego płomieniami niedoszłego wynalazcy. Innowacja musi być po coś. Ktoś musi za nią zapłacić. Żeby to zrobił, innowacja musi mu coś dać. Ekonomia wiąże technologię i kreację w rynkową użyteczność i jednocześnie dba o to, aby technologia i kreacja nie umarły z głodu. Daje mechanizm napędu całemu procesowi. Niekiedy, technologia z rozmaitych względów zanadto się wysforuje i przez jakiś okres dyktuje warunki. Być może właśnie jesteśmy świadkami takiego okresu i miejmy nadzieję, że dobiega on końca. Bez wątpienia można bowiem wskazać na wszechobecny kult innowacji. Modlimy się do niej. Zawładnęła wszystkim. Innowacja oznacza coś, co nie jest do końca rozumiane, ale postrzegane jako nowoczesne i dobre. Krótko mówiąc: nieinnowacyjnie to obciachowo. Jest w tym oczywiście część prawdy, ale niewielka. W niektórych sytuacjach zmiana sama w sobie jest korzystna. Ale nie zawsze i nie pod każdą postacią. Tymczasem nasz świat nie może usiedzieć na dupie. Każdy nowy model komórki ma inny rozkład funkcji niż poprzedni, nawet jeśli chodzi tylko o zamianę komend między lewym a prawym przyciskiem. Word 2007 jest nie do przeczytania w poprzednich edycjach Worda. Peugeota 307 goni 308, który za chwilę pewnie przejdzie jakiś lifting. Narzekamy, że życie ponoć tak bardzo gna, a jednocześnie sami wymuszamy zmiany w takim galopującym kalejdoskopie albo akceptujemy kolejne. Nie wiadomo w sumie po jaką cholerę. Tworzymy kult innowacji po nic. Innowacji donikąd. Innowacji z nudów. To już szczury są mądrzejsze. W ich świecie, jeśli innowacja prowadzi donikąd, jest eliminowana. W doświadczeniu, o którym mówi się na wykładach na pierwszym roku psychologii, gryzonia zmusza się do skakania z bezpiecznego miejsca w lewo albo w prawo. Na początku po jednej z tych stron ma miłe lądowanie, a po drugiej – niemiłe (np. woda). Potem – gdy szczur nauczy się którędy droga, zamienia się strony bez żadnego algorytmu. Okazuje się, że po kilku nieudanych próbach szukania prawidłowości zrezygnowany szczur skacze tylko w jedną stronę non-stop, niezależnie od tego, czy spotyka go za to kara, czy nagroda. Oznacza to, że zbyt duża zmienność i nieprzewidywalność otoczenia rodzi potrzebę stałości. Jest ona zresztą statystycznie wytłumaczalna. Jeśli już otoczenie jest chybotliwe, to tylko ograniczając własną zmienność szczur może liczyć na to, że raz po raz spadnie na cztery suche łapy. W przeciwnym razie może wstrzelić się pechowo w fazę zmienności świata i zawsze lądować w wodzie. My tymczasem wpadamy w spiralę poszukiwania nowości. I tym właśnie grozi dominacja aspektu technologicznego w dizajnie: powiększaniem chaosu życia w radosnym zapale kolejnych modyfikacji, bo przecież właśnie udało się pokonać kolejną barierę technologiczną i można jeszcze inaczej. W normalnej sytuacji ekonomia tutaj kładzie szlaban: można, ale po co? Kto zapłaci, jeśli nikomu to nie służy? Ostatecznie efekt procesu projektowania ma służyć odbiorcy tego efektu, a nie – projektantowi.
Technologia wpływa też na aspekt kulturowy. Przynajmniej – dwojako. Inspiruje kreację, bo albo daje jej nowe możliwości, albo – wprost przeciwnie, nieprzekraczalnymi ograniczeniami zmusza kreację do rozwoju w inną stronę. Do przebijania muru głową. Ma też zwrotny wpływ na ekonomię. Daje wytyczne marketingowi, żeby za daleko nie poszalał i przypomina rachunkowi kosztów, że musi być wciąż na bieżąco.
ILOCZYN TO PRODUKT
Dizajn to fenomen, ponieważ integruje aspekty kulturowe (kreacyjne), technologiczne, i ekonomiczne w spójny proces twórczy różnymi zestawami rozwiązań i różnymi danymi wejściowymi. To znajdowanie rozwiązań ekonomicznych i kreacyjnych dla zadanej technologii. To wymyślanie nowej technologii, aby spełnić warunki ekonomiczne dla szczególnie porywającej kreacji. To wymuszanie na kreacji rozwiązań wykonalnych w danej technologii przy rozmaitych dopuszczonych budżetach. To przechodzenie od jednego takiego wariantu do drugiego.
Fiński TekBAR, czyli barometr technologiczny pokazuje, że prawdziwie innowacyjna technologia służąca jakości życia nie istnieje bez kreowania informacji oraz kierowania siebie samej w biznesową sekwencję zdarzeń. Tak samo dizajn nie istnieje, jeśli aspekty: ekonomiczny, technologiczny i kulturowy nie przenikają się oraz nie trzymają się wzajemnie w ryzach. Dizajn to wspólny proces spiętrzony, wykorzystujący ekonomię, technologię i kulturę, ale nie będący sumą tych elementów. Tak samo jak alkohol nie jest mieszaniną węgla, tlenu i wodoru, tylko ich produktem, związkiem o nowych właściwościach. Matematycznym odpowiednikiem takiego uwspólnienia jest raczej iloczyn niż suma. Nieprzypadkowo zresztą angielski odpowiednik iloczynu to „product”.
PREZYDENT-DIZAJNER
Sposób łączenia składowych dziedzin, ich wzajemny wpływ na siebie i skoncentrowanie na finalnym efekcie w postaci produktu inspirującego, ale wpasowanego jednoznacznie w użyteczność odbiorcy jest cechą flagową dizajnu rozumianego procesowo. Nietrudno zauważyć, że taka definicja nie musi koniecznie dotyczyć projektowania przedmiotu użytkowego. Można rozumieć ją również na wyższym poziomie – projektowania organizmów społecznych. I taka tendencja jest zauważalna we współczesnych koncepcjach zarządzania terytorialnego. Współtworzenie i zarządzanie rozwojem miasta to również postać dizajnu procesowego. Jest to oczywiście proces niezwykle skomplikowany i rozpisany na lata, ale jego logika jest bez wątpienia logiką dizajnu. Różnica polega głównie na składzie zespołu. Nie wystarczy technolog, marketer i sam dizajner. Potrzeba dużo większej ekipy.
W firmie musi funkcjonować przede wszystkim menedżer dizajnu. To menedżer dizajnu wpuści do pracy dizajnera i zoptymalizuje jego pracę. To on zepnie wszystkie elementy w całość. To on będzie odpowiedzialny za realne wyniki pracy nie dizajnera, ale stworzonego przez niego bytu. Taki człowiek musi mieć wizję, determinację i oczywiście - znać się na rzeczy. Na poziomie dizajnu miasta taką funkcję może pełnić tylko jedna osoba – prezydent. Prezydent miasta jest menedżerem zespołu dizajnerów miejskich: społecznych, kulturowych, przestrzennych, gospodarczych, różnych. Nasze czasy niematerialnych produktów i globalnych przepływów wymagają prezydentów-dizajnerów. Niektórzy takie predyspozycje prezentowali od dawna. Inni wyraźnie w tym kierunku starają się ewoluować. Czas pokaże, komu się uda.
trojfenomen_dizajnu.pdf

© Design by Besquare | powered by Design`94.pl